Po wrzuceniu do gara zakończonej jakiś czas temu fali “reality” shows o poprawianiu urody, krótkiego filmiku przedstawiającego jak wyglądają modelki dzięki produktom Adobe, kilku numerów magazynów dla kobiet, które na połowie stron radzą by zaakceptować swoje ciało a drugą połowę udostępniają jako powierzchnię reklamową klinikom chirurgii plastycznej, bloga niejakiego Kominka i krótkiego przeglądu reklam zamieszałem to wszystko zgrzebną chochlą męskiego spojrzenia i tak powstała złowrogo bulgocząca notka o presji urody, którą oddaję w wasze ręce.
Uroda jest w cenie. Traktowana jest jako towar deficytowy, a równocześnie jako tak zwany “must have”. I nie ma przebacz. Osoba (szczególnie kobieta, jako z definicji przedstawicielka płci pięknej) poddana presji plakatów, TV, czasopism, wszelakich reklam a przede wszystkim osądowi społeczeństwa, które zostało już w dużej części przekonane, że ideałem mężczyzny jest Maciej Zakościelny a kobiety Joanna Brodzik (według Gazety Wyborczej) nawet jeśli niczego jej nie brakuje i powinna czuć się dobrze w swoim ciele ma wrażenie, że coś jest z nią nie tak.
Zastanawiam się jak to jest w narodzie z tolerancją wobec osób o wymiarach odbiegających od medialnego ideału czy o innych “niepożądanych” fizycznych cechach. Cytując komentarze na wspomnianym we wstępie blogu należy wysłać je “na stos” lub miłosiernie “do gazu”. W skrajnych przypadkach niektórzy są skłonni porzucić/zrezygnować z bycia z kimś, z kim chcieliby być, bo kuimple/kumpele by się śmiały. Nic dziwnego, że kliniki leczenia zaburzeń żywienia mają coraz więcej pacjentek (i pacjentów). Podobnie jak i gabinety chirurgii plastycznej.
Gorzko zabawną rzeczą jest w tym wszystkim fakt, że ludzie, którzy tak bezlitośnie wyśmiewają się z wyglądu innych często wcale nie grzeszą urodą. Takie jest przynajmniej moje osobiste odczucie. Nie, nie jestem zazdrosny. Uważam, że nie mam nawet o co być. Chciałbym tylko by można było spokojnie przyznawać się do tego kto się nam podoba i wyglądać jak nam się podoba bez próby wpędzania w poczucie winy ze strony przemysłu filmowo-muzyczno-kosmetyczno-showbiznesowego.
Podsumowując – warto dbać o siebie ale dla siebie i na swój sposób. Chcę wyglądać jak lubię, ubierać się jak lubię i podziwiać to, co lubię, a nie to, co “powinienem” lubić.









