Awaria płyty głównej i dysku w moim starym Thinkpadzie zmusiła mnie do zakupu “nowego używanego” laptopa. Padło na Toshibe Tecra 8200. Całkiem fajna maszyna, o parametrach jak na moje potrzeby zdecydowanie wystarczających:
- Pentium 3 1000MHz
- 256MB SDRAM
- 20GB HDD
- karta graf. Trident Cyberblade 16MB a akceleratorem 3d i TV-Out
- WiFi
- Sieciówka 10/100Mbit
- IrDA
- CD-ROM
Do całości dochodzi OEMowa wersja Windows 2000. Stwierdziłem, że ją zostawie, bo a nuż się przyda a jest licencjonowana, więc może zostać, ale głównym systemem pozostało Ubuntu. Dlaczego?
Detekcja sprzętu
Ile to razy czytałem, że pod linuksem nic nie działa… Tymczasem poradził sobie z prawie każdym urządzeniem “z pudełdka”, bez dodatkowych kombinacji. Niestety nie udało mi się, i wygląda, że na razie się nie uda, uzyskać sprzętowej akceleracji 3d, bo producent karty po prostu olał sprawę. Tzn. jest dostępny jakiś zamknięty sterownik, ale dla… Xfree86, które niedługo będzie można znaleźć jedynie w muzeum. No i jeszcze podczerwień, ale cała reszta, czyli karty sieciowe, dźwiękówka, obsługiwana rozdzielczość itd. wykryte prawidłowo.
Tymczasem Windows wykrył… No właśnie – niczego nie wykrył. Oczywiście sterowniki do wszystkigo są dostępne na stronie Toshiby, ale musiałem skorzystać z Ubuntu żeby je ściągnąć. Niestety oprócz niedziałającej sieci system wita nas brakiem dźwięku i rozdzielczością 640×480 przy palecie 16 kolorów. Trzeba mu jednak wybaczyć, bo ma przecież już 8 lat.
Oprogramowanie – ogólnie
Nie potrzebuję AutoCada ani Photoshopa, więc kwestia specjalistycznego oprogramowania odpada. Jeśli chodzi o soft codziennego użytku to okazuje się, że jest go zdecydowanie więcej w repozytoriach Ubuntu niż na stronach z programami dla Windows. Mówię oczywiście o darmowym lub tanim oprogramowaniu godziwej jakości. Wygląda na to, że również pod Windows Open Source wypełna lukę między drogimi programami komercyjnymi a nie zawsze udanymi freeware’ami. Z kolei jeśli jakiś program dostępny jest jedynie w wersji dla Windows to zazwyczaj WINE nieźle sobie z nim radzi. Mały eksperyment: spróbujcie znaleźć rozbudowany, darmowy i pozbawiony ograniczeń funkcjonalności program do nauki słówek dla Windows. Jest to możliwe, ale dość czasochłonne.
Zarządzanie oprogramowaniem
Dobry manager pakietów, jakim niewątpliwie jest apt, załatwia sprawę aktualizacji. Nie trzeba szukać informacji o nowej wersji na stronie producenta każdego drobiazgu. Druga sprawa: pod Windows czuję się jak w muzeum techniki. Niektóre programy mają ostatnie wersje sprzed kilku lat, a Open Source rozwija się w ogromnym tempie i dzięki temu można cieszyć się świeżutkimi wersjami.
Prędkość działania
Ubuntu z XFCE jako środowiskiem graficznym działa znacznie żwawiej niż Windows 2000 z uruchomionymi podstawowymi programami zabezpieczającymi.
Wygląd
Krótko: bardzo odczuwalny jest wiek Windows 2000 i tego się nie przeskoczy. Na dodatek każdy program ma własny, czasem dziwaczny interfejs, łącznie z ikonami i nie tworzy spójnego zestawu z resztą. I pomyśleć, że przeszkadzały mi 2 programy pisane z użyciem QT pod XFCE…
Podsumowanie
Linux to przyszłość. Otwarte oprogramowanie rozwija się naprawdę bardzo szybko, a zamknięte programy czasem długo stoją w miejscu i w wielu przypadkach znalazły się już z tyłu stawki. Gdyby nie ta cholerna akceleracja (przy czym wina leży po stronie firmy Trident) Windows nie byłby mi do niczego potrzebny, a tak został podział – Windows do Google Earth i komunikacji z telefonem, Linux do całej reszty.









