Sztuka kochania

22 03 2007

Mam przed sobą książkę, która trzydzieści lat temu wywołała skandal, a jeszcze gdy chodziłem do szkoły podstawowej straszyła nas nią katechetka. Chodzi oczywiście o “Sztukę kochania” Michaliny Wisłockiej. Jest to książka, która pomimo trzech dekad od pierwszego wydania nie straciła nic na swojej aktualności i nie chodzi wcale o spis stosowanych od wieków praktyk seksualnych.

Tytuł bardzo trafnie oddaje wymowę tego, co znajdziemy pod okładką, gdzie czeka nas przede wszystkim opis etapów rozwoju miłości i bliskości między dwojgiem zakochanych ludzi. Oczywiście erotyczny aspekt związku jest motywem przewodnim, ale jest on ukazany w kontekście miłości, a nie w oderwaniu od niej. Autorka mówi do czytelnika tonem starszej, doświadczonej i mądrej cioci, do której młodsze pokolenie zwraca się o radę. W żadnym wypadku nie jest to sztuczne – czytając wywiady z dr Wisłocką wyczuwa się, że była to osoba pełna ciepła i godna zaufania.

Lekturę mam już za sobą, więc pora na podzielenie się wrażeniami. Przede wszystkim urzeka mnie w niej to, że kładzie duży nacisk na wzajemne uzupełnianie się w związku – seksualnie i emocjonalnie, i otwarcie mówi o różnicy, a może lepiej różnorodności między płciami, która nie jest ułomnością którejś ze stron, a bogactwem, którym można podzielić się z ukochaną osobą. I bardzo dobrze – popularne w pewnych kręgach poglądy, że kobiety i mężczyźni w każdej sferze życia reagują identycznie można włożyć między bajki.

Choć książka traktuje przede wszystkim o kobietach to mężczyzna nie jest w niej jedynie zaawansowanym technologicznie wibratorem czy emocjonalnym niedorozwojem a czułym kochankiem i opiekuńczym partnerem. Z kolei kobieta nawet najbardziej wyzwolona wciąż pozostaje kobietą – ze swoją wrażliwością, zmiennością i instynktem macierzyńskim. Zarówno ona, jak i on mają pewne naturalne role i predyspozycje, których nie da się zagłuszyć bez uszczerbku na równowadze emocjonalnej jednego z nich, lub obojga. Z kolei powolne, naturalne poznawanie się na każdej płaszczyźnie daje nadzwyczaj dobre rezultaty na całe życie.

“Sztuka kochania” nie jest miejscem krwawej wojny płci – znajdziemy w niej za to zachęte do wyrozumiałości i poznania potrzeb i reakcji partnera – tak fizycznych, jak i emocjonalnych, żeby budować dojrzały, szczęśliwy związek rozumiejący się i w łóżku i w codziennym życiu. Nie zabraknie w tej książce niczego – są psychologiczno-społeczne migawki poszczególnych etapów rozwoju miłości, bogaty przewodnik po roli zmysłów, medyczne (ale na szczęście nie śmiertelnie nudne) opisy reakcji organizmu na bodźcie seksualne, omówienie technik pieszczot, pozycji seksualnych i antykoncepcji i rozdział pod intrygującym tyułem “I żyli długo i szczęśliwie” (podobno tak się nie da). Wszystko bez zbędnego moralizatorstwa, za to w ciepłej, przyjacielskiej atmosferze.


Działania

Informacja

Dodaj komentarz